Około 50 osób wyruszyło w piątkowy wieczór spod kościoła Chrystusa Miłosiernego w Dęblinie, by zmierzyć się z trasą liczącą aż 44 kilometry. Ekstremalna Droga Krzyżowa to nie spacer – to nocna wędrówka przez ból, zmęczenie i własne ograniczenia.
Pierwsze kilometry mijają stosunkowo łatwo. Rozmowy szybko jednak ustają, a uczestnicy przechodzą w milczenie – znak rozpoznawczy tego wydarzenia. Każdy idzie sam, choć obok innych. Z czasem ciało zaczyna protestować – pojawia się ból nóg, pieczenie stóp, ciężar plecaka. Ale prawdziwa próba dopiero nadchodzi.
- Najtrudniejsze są momenty w lesie. Głęboka ciemność, przerywana jedynie światłem latarek, potęguje zmęczenie i zmusza do konfrontacji z własnymi myślami. To właśnie tam pojawiają się chwile kryzysu. Pytania: „Dam radę?”, „Po co tu jestem?”, „Czy iść dalej?”. Dla wielu to punkt graniczny.
– Te 44 kilometry to droga nie tylko przez teren, ale przede wszystkim przez samego siebie – mówi liderka EDK Magdalena Krasuska – Każdy uczestnik niesie swój krzyż. Ta noc pozwala go zobaczyć i – choć na chwilę – zrozumieć.
Na trasie rozmieszczone są stacje Drogi Krzyżowej. To momenty zatrzymania – krótkiej modlitwy i refleksji. W ciszy, bez pośpiechu, uczestnicy mierzą się z treścią rozważań, które często dotykają bardzo osobistych spraw.
-Zmęczenie narasta z każdą godziną. Kryzysy przychodzą falami – szczególnie nad ranem, gdy organizm domaga się snu, a do końca wciąż daleko. Wtedy liczy się tylko jeden krok więcej. I jeszcze jeden-mówi Magdalena Krasuska
– Najtrudniej było około trzydziestego kilometra – przyznaje liderka tegorocznej EDK – Miałam kryzys. Ale właśnie wtedy poczułam, że muszę iść dalej. Dla siebie.
Ekstremalna Droga Krzyżowa w Dęblinie to doświadczenie, które zostaje w człowieku na długo. To 44 kilometry ciszy, bólu, walki – ale też wewnętrznego oczyszczenia.
Bo czasem, żeby coś w sobie odnaleźć, trzeba najpierw przejść bardzo długą drogę.
Skontaktuj się z autorem tekstu: admin |
